Jest część siebie, którą musisz zabić

Jest część siebie, którą musisz zabić

– Pani Julio, jedna rzecz jest dla mnie pewna po tym spotkaniu.
Bardzo bym nie chciał być
pani wrogiem.
– W życiu prywatnym jestem bardzo serdeczna.
– Wierzę, ale wolę nie ryzykować. Jest pani niezwykle stanowczą i zdeterminowaną osobą. Lepiej pania nie znać lub być pani przyjacielem.
Tak mnie pożegnał prawnik jednej z największych korporacji po spotkaniu, na którym zażegnaliśmy kilkumiesięczny konflikt. Najpierw nam nie chcieli zapłacić. Potem chcieli nas podać do sądu. A potem chcieli nas podać do sądu i nie zapłacić. A wszystko dlatego, że źle zrobiliśmy badanie.
Moja firma – Izmałkowa – miała wtedy 3 lata. Byłam totalnie przerażona, kiedy prawnik przerwał prezentację i powiedział, że badanie jest skandalicznie zrobione. Sprawdziłam każde nagranie, każdy raport, każdego badacza i każdego informatora (osobę, która bierze udział w badaniu). Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że złe wyniki w języku prawników i managerów znaczą:
Z takimi wynikami ja stracę pracę, mój szef straci pracę, a być może cały dział straci pracę.
Takie wyniki nas nie zadowalaj, więc całe badanie jest złe i nie powinno ujrzeć światła dziennego. Złe badanie równa się zła agencja, więc koniec z wami, nie zapłacimy.
To było nasze pierwsze gigantyczne badanie. Niezapłacenie nam oznaczałby koniec. Koniec na minusie. Byłam przerażona. Przez 2 miesiące nie spałam, nie jadłam, obgryzłam wszystkie paznokcie. Aż wreszcie mój ówczesny narzeczony polecił mi swoją ciotkę – prawnika.
– Julia, czy jesteś pewna, że badanie było dobrze zrobione? – spytała Ania.
– Tak.
– Czy poddałabyś je pod ocenę ekspertów, żeby to oni stwierdzili, czy tak jest?
– Tak.
– Gdybyś miała zrobić je jeszcze raz, to czy mogłabyś zrobić coś lepiej?
– Nie.
– Jesteś pewna?
– Tak.
– No to walczymy. I zrób coś z tymi kolanami, trzęsiesz się. Przestań, wprowadzasz niemiłą atmosferę.
– Boję się.
– Julia, będziemy pracować na moich zasadach.
Zasada numer jeden –
jeżeli wiesz, że masz rację – nie możesz się bać. Musisz przeznaczyć energię na walkę i znalezienie argumentów, a nie szczekanie zębami i trzęsienie kolanami.
Jeżeli się boisz, to wątpisz. A jeśli wątpisz, to jesteś osłabiona i tracisz bystrość umysłu. A wróg, tak jak pies – wyczuwa słabość na kilometr i wtedy mocno atakuje. Dlatego nie stawiamy się dobrowolnie na gorszej pozycji – nie boimy się. Racja jest po naszej stronie, więc przygotujemy się i wygramy. Czy to jest jasne?
Kilkanaście godzin rozkminiania sprawy i powoli wszystkie części ciała uzyskały stabilność. Moja prawnik zrobiła dla mnie to, co moja firma robi dla naszych klientów – przedstawiła mi rzeczywistość z innej perspektywy. Takiej, w której dokładnie widzę i rozumiem, co się dzieje i wiem, co mogę zrobić.
Kiedy miesiąc później, po tym finalnym spotkaniu wyszłyśmy z jednego z budynków Mordoru, nie mogłam uwierzyć, że trzy miesiące temu tak strasznie się bałam i że ostatecznie wszystko skończyło się bez szwanku (moich siwych włosów nie liczę).
– Aniu, dziękuję!
– Chciałabym powiedzieć – proszę bardzo, ale szczerze mówiąc nie czuję tu swojej zasługi.
Byłaś jak czołg.
Ja nie powiedziałam chyba nic oprócz „dzień dobry” i „do widzenia”. Odpuściłaś mu tylko w jednym na trzynaście punktów, a ustaliłyśmy, że sześć pierwszych jest najważniejsze.
– Sześć to był plan minimum. Skoro powiedziałaś, że mamy rację i ja wiem, że ją mamy, to niby czemu mam odpuszczać? Jestem dobrą uczennicą – zasada numer jeden zastosowana na maxa – nie było strachu, bo cała energia poszła na walkę.
– Wiesz Julia, dzisiaj zrozumiałam dlaczego ty masz takie problemy z moim bratankiem. Dlaczego w ogóle masz problem z mężczyznami. Kiedy patrzyłam na ciebie, jak walczysz z tym prawnikiem, byłam pełna podziwu. Zero lęku. Zero uległości. Byłaś pewna siebie, dumna, nieustępliwa, przygotowana i rzeczowa. Spokojnie i stanowczo, jak czołg, walczyłaś o swoje zdanie, swoje racje, swój zespół. Byłaś prawdziwą tygrysicą. To nie była Julia, którą znam ze spotkań rodzinnych. Julia z Antonim jest zupełnie inna – miła, kochana, ustępliwa, zapatrzona w niego. Wiesz, jaki masz problem w związkach? Mężczyzna poznaje ciebie jako tygrysicę, a kiedy zaczynasz z nim być stajesz się w kokiem. Brał tygrysa, a wylądował z jego marną imitację – domowym kociątkiem.
– Przecież wszyscy mówią, że związek to są ciągłe kompromisy…
– Kompromis nie ma nic wspólnego z rezygnacją z siebie. Kocham mojego bratanka, ale przy nim się zmieniasz. Prawnikowi, który chciał podać do sądu ciebie i twoją firmę nie dałaś nawet dojść do słowa. Wycisnęłaś z niego więcej, niż chcieliśmy, a przy Antonim jesteś… jak cipa, za przeproszeniem. Obraża cię czasem, grozi ci, szantażuje cię – a ty nic nie robisz, tylko łagodzisz spory. Wiesz, 18 lat temu byłam taka, jak mój bratanek. Miałam wspaniałego pierwszego męża. Piękny, mądry człowiek. I on był taki jak ty. Ja wtedy nie umiałam się kłócić i zawsze kończyło się słowami: „no to idź do rodziców, jak ci się nie podoba!”. On to wszystko długo znosił, aż pewnego dnia poszedł do rodziców. I został u rodziców. I już było za późno. Sama sobie wykrakałam. Sama go wygoniłam do rodziców tą swoją gadaniną. Dlatego droga Julio, jeżeli lubisz zasady, zasada numer 2: nie mów niczego, czego nie masz zamiaru zrobić lub czego nie myślisz.
Jeżeli
długo coś powtarzasz, to to się spełni
. Więc trzeba uważać na to, co się mówi.
Niektóre rzeczy nasi przyjaciele powtarzają nam od lat. Ja często słyszałam, że w związkach jestem tak miękka, że aż mdła. Tak ustępliwa, że aż nie wypada. Tak pogodzona z tym, że kto inny ma rację, że aż nieprzyjemnie się na to patrzy. Ta okropna sytuacja z prawnikiem, w której jedyną nadzieją na wygraną było stanie się niezłomną i stanowczą bizneswoman i Joanną d’Arc uświadomiła mi, że jestem cipą, skoro pozwalam, żeby ktoś do mnie mówił tak, jak mi się nie podoba. I chyba tego dnia, kiedy Izmałkowa wygrała – wygrał też mój tygrys. Przebranie kotka zostało spalone.
Wróciłam do domu wypompowana jak balonik. I mój facet, bratanek Ani… zaczął się kłócić o kolejne mało ważne rzeczy – dlaczego nie byłam, nie zadzwoniłam, nie poszłam, nie napisałam. Że ja zawsze lub nigdy. I czemu. I czemu nie chcę pójść z nim na mecz, a jutro na kolację do mamy.
– Nie chcę, bo jestem zmęczona, wykończona i potrzebuję chwili dla siebie!
Monolog na temat tego, że ciągle tylko pracuję lub ciągle odpoczywam po tym jak pracuję…
– Może będzie lepiej, jeśli znajdziesz sobie faceta takiego jak
ty. On
ci nie będzie marudził ani narzekał.
Jeżeli długo coś powtarzasz, to to się spełni – rozbrzmiały mi w głowie słowa Ani.
– Antoni, masz rację. Lepiej, będzie jak sobie znajdę innego faceta.
Tak oto zabiłam mojego kotka. I to w białych rękawiczkach. Tak, że nie było już z czym walczyć, o co prosić. Nie można było już zwalić na mnie winy. Nie ma kotka. Nie ma winy. Nie ma związku.
Czasami jest tak, że dostajemy to, o co prosimy. To, czego żądamy. To, z czego żartujemy. Ale czasami ktoś to potraktuje poważnie. Czasami człowiek spotyka kogoś, kto mu powie:
nie bądź jak ta cipa
. Czasami nie pozostaje nic innego niż posłuchać, wysłuchać, przyznać rację i odejść.
Mój tygrys był gatunkiem zagrożonym, wymierającym. Tak oto prawnik pomógł mi uratować firmę i zabić kotka. Teraz rządzi tygrys – bo
tak jak big dogs don’t bark – big cats don’t take bullshit
. Czasem tygrys jest potulny JAK kotek. Ale JAK robi różnicę – nadal jest tygrysem. Zabij kotka. Bądź tym, kim jesteś. No bullshit. Tiger is alive!

Powrót do bloga